niedziela, 13 września 2015
Banany lubią podróżować
Lubię podróżować. Pomyślałam, że zwiedziłam już wiele miejsc na świecie. Myślałam tak sobie i myślałam aż w końcu dotarło do mnie, że BANAN zwiedził więcej świata niż ja! Banan - owoc który nawet nie wie o tym, że podróżuje! Hmmm... Banan? Banan który i tak kończy w żołądku jakiegoś zwierzęcia albo człowieka albo jeszcze gdzieś indziej. Trochę przykre to uczucie. Świat trzyma cię w niewiedzy! A jeszcze gorsze jest to, że banan zwiedził kawał świata i nie chce opowiadać! Cóż ważne, że banany lubią podróżować. :D
niedziela, 9 sierpnia 2015
Obóz
Byłam na obozie aktorskim. Poznałam masę świetnych ludzi! Najbardziej lubię Basię. Basia jest ode mnie o dwa lata starsza ale mi to nie przeszkadza. Dogadujemy się! Sadziłyśmy patykowe drzewa (to takie drzewa na których rosną patyki a sadzi się je bardzo prosto. Wystarczy znaleźć suchy patyk bez liści i wsadzić w ziemię.) i ułożyłyśmy piosenkę. Piosenka ma tytuł "Przemierzmy świat na plasterku bekonu" a śpiewa się ją tak:
PRZEMIERZMY ŚWIAT NA PLASTERKU BEKONUUUUU! BEKONUUUU!
PRZEMIERZMY ŚWIAT NA PLASTERKU BEKONUUUUU! BEKONUUUU!
Śpiewałyśmy tą piosenkę zawsze gdy gdzieś razem szłyśmy (a nie zawsze szłyśmy razem, bo byłyśmy z innych obozów). W swoim obozie też miałam koleżanki ale nie bardzo je lubiłam więc nie wiem czy do końca to były koleżanki. Na obozie aktorskim ćwiczyłyśmy spektakl który potem zagrałyśmy przed wszystkimi innymi obozami, bo w tamtym ośrodku było wiele obozów. W spektaklu grałam czarownice. Na koniec postu chciałabym pozdrowić Basie. STRASZNIE ZA TOBĄ TĘSKNIE BAŚKA!!!
niedziela, 12 lipca 2015
Noc
Czasem zdarzają się złe dni. Ale czasem niestety zdarzają się i złe noce. Ja taką noc miałam ostatnio tylko przed przeczytaniem tego posta musicie przysięgnąć, że nie będziecie się ze mnie śmiać! No więc, nie chciało mi się spać choć była 23.00 położyłam się i przykryłam kołdrą. Część z Was pewnie nie wiem ale... boje się owadów :( więc gdy usłyszałam bzyczenie wpadłam w panikę! Nic nie widziałam, ponieważ było ciemno i nie miałam okularów. Zapaliłam lampkę nocną. Bzyczenie było coraz głośniejsze. Po stanowiłam zabić to coś więc sięgnęłam po pierwszą rzecz jaką miałam pod ręką. Była to książka "Boso, ale w ostrogach" Pana Stanisława Grzesiuka. Włożyłam okulary. Nareszcie mogłam zobaczyć co tak bzyczy. TRACH! Zabiłam wredne muszysko. Poświeciłam lampką mocniej. Okazało się, że w moim pokoju jest cała chmara owadów. O godzinie 01.00 zabiłam prawie wszystko oprócz jednego potwornego żuka. Postanowiłam na chwilę wyjść z pokoju, ponieważ żuk wleciał mi pod łóżko. Zeszłam po schodach jak najciszej, ponieważ najmniejszy szmer obudziłby psy które zaczęły by szczekać no i wtedy obudziłabym cały dom. Usiadłam przy stoliku. Byłam potwornie zmęczona i chciałam iść do łóżka ale się bałam tego okropnego żuka który czaił się w kącie mojego pokoju. W końcu postanowiłam wrócić na górę (najwidoczniej chęć położenia się do łóżka była silniejsza od strachu). Kiedy żuk leżał już martwy. Usłyszałam łomot gdzieś na dole. Owszem, zapowiadali burze w nocy ale to zdecydowanie nie był to dźwięk burzy. Słuchałam ale nic się nie działo i już nie miałam siły na kolejne schodzenie po schodach więc się połorzyłam spać (była 02.00). Cztery godziny później rozpętała się na dworze potworna burza no i się znów obudziłam i nie wiem kiedy zasnęłam, bo obudziłam się o 10.00. Ech...kupie sobie packę na muchy!
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Lamy
Ostatnio dużo myślałam, ponieważ tak dużo rzeczy się stało w jednym momencie. Trochę przerastały mnie sprawy o których myślałam więc postanowiłam posłuchać muzyki. Gdy słuchałam muzyki też myślałam ale w inny sposób. Bardziej optymistyczny. Kiedy zdjęłam słuchawki (po długim myśleniu) stwierdziłam, że w końcu: "Problem to nie problem, to podejście do problemu". Więc tak naprawdę czasami wystarczy parę słów żeby przestać panikować w trudnej sytuacji i zacząć działać. Ale oprócz tego zrozumiałam, że lubię lamy. To fakt, że czasami plują (myślę, że to dlatego, że czują się głupio. No, bo ja np. czułabym się skompromitowana gdybym siedziała w klatce i codziennie przychodziliby ludzie którzy by mnie oglądali) ale są słodkie!
piątek, 19 czerwca 2015
Pytania
Wiem, że baaaardzo długo nie pisałam nic na blogu ale po prostu brakowało mi weny. Musicie mi to wybaczyć. :)
Zanim przejdziemy do posta chciałabym złożyć życzenia:
Moja siostra Amelka ostatnio opowiedziała mi o nowym księdzu który uczy ją religii. Jest strasznie fajny (wiem to, bo sama miałam przyjemność go poznać)!!! Amelka opowiedziała mi też jak kiedyś zapytała księdza: Czy jeśli Adam i Ewa byli pierwszymi ludźmi to czy mieli pępki? Też jestem tego ciekawa ale niestety Amelka nie powiedziała mi co odpowiedział ksiądz i chyba nie chce powiedzieć (ksiądz na pewno wyjaśnił to Amelce, bo jak już pisałam ten ksiądz jest odjazdowy wiec nie wiem dlaczego Amelka mi tego nie powiedziała). Więc to pytanie też mnie STRASZLIWIE ciekawi!
No i dochodzimy do najsmaczniejszego pytania które mnie męczy: Gdzie tu jest sens?
No, bo pudełka pizzy są kwadratowe. Pizza jest okrągła no a kawałek pizzy jest trójkątny! Jak wiecie gdzie tu sens jest to też możecie pisać.
Czy jedliście kiedyś coś od środka? Nie?! Ja jadłam. Pizze. Zastanówcie się: tak naprawdę jemy pizze od środka! No chyba, że ktoś lubi jeść od drugiej strony kawałek pizzy niż zwykle.
Jeśli znacie odpowiedzi na chociażby jedno z pytań to proszę o odpowiedź w komentarzu ;) . Postaram się napisać coś niedługo! A teraz muszę kończyć, bo jest późno i oczy mi się kleją.
Zanim przejdziemy do posta chciałabym złożyć życzenia:
Jest ktoś na świecie kto kocha mnie.
Ktoś kto wie kiedy mi źle.
Ktoś kto zna wszystkie me sny i to właśnie jesteś TY!
Mamo wyzdrowiej szybko i wróć do domu jak najprędzej!
Teraz możemy zaczynać:
Ostatnio zadałam pytanie i nie mogę znaleźć na nie odpowiedzi: Czym się różni sznur od liny?
Może to synonimy (wyrazy do siebie podobne)? Może sznur jest grubszy? Może są inaczej zrobione?
Nie wiem czym się różnią! Może Wy mi pomożecie?
No i dochodzimy do najsmaczniejszego pytania które mnie męczy: Gdzie tu jest sens?
No, bo pudełka pizzy są kwadratowe. Pizza jest okrągła no a kawałek pizzy jest trójkątny! Jak wiecie gdzie tu sens jest to też możecie pisać.
Czy jedliście kiedyś coś od środka? Nie?! Ja jadłam. Pizze. Zastanówcie się: tak naprawdę jemy pizze od środka! No chyba, że ktoś lubi jeść od drugiej strony kawałek pizzy niż zwykle.
Jeśli znacie odpowiedzi na chociażby jedno z pytań to proszę o odpowiedź w komentarzu ;) . Postaram się napisać coś niedługo! A teraz muszę kończyć, bo jest późno i oczy mi się kleją.
sobota, 9 maja 2015
Zajęłam 1 miejsce w Ursuskiej Szufladzie Małolata ( o konkursie ). Oto moje opowiadanie:
Zwariowany świat
Mam na imię Zosia. Nie lubię tego imienia, to fakt
ale dobrze, że mama nie nazwała mnie Hildegarda albo Kunegunda. Chodzę do 6
klasy. Nie lubię chodzić do szkoły jak większość dzieci, za to bardzo lubię
rozmyślać o różnych ciekawych zjawiskach takich jak np. włos w mojej owsiance.
Co mogę jeszcze o sobie powiedzieć? Mam dwie siostry
Helę i Marysię. Hela ma 11 lat i okropnie lubię się z nią bawić! Jest miła i
zawsze przed snem rozmawiamy, śmiejemy się i częstujemy czekoladą Oreo kupioną
w sklepiku szkolnym. Za to z Marysią nie mam tak dobrego kontaktu jak z Helą.
Mary ma 16 lat i chodzi do pierwszej klasy liceum. Ta dziewucha potrafi być
naprawdę wredna! Śmieje się, dogaduje i przezywa kiedy ja i Hela chcemy się
pobawić albo po prostu porozmawiać! Oprócz moich sióstr mieszkam jeszcze z
moimi kotami Benkiem i Ryśkiem, no i oczywiście z rodzicami.
Pewnie chcecie wiedzieć jak wyglądam. Hmmm… nie
jestem żadną pięknością. Mam niebieskie oczy, piegowaty nos, krótkie włosy… No
właśnie! Włosy! Moja fryzura jest dość… oryginalna! Niektórzy wolą być
symetryczni, ale ja wygoliłam włosy z jednej strony. Czy moi rodzice zgodzili
na taką fryzurę? Pewnie! Mówili, że to dobry pomysł! Na czym skończyłam? Aha!
Krótkie włosy, okrągły (niestety) brzuch i czarne okulary na nosie.
Zdarzyło się to tydzień temu. W sobotę. Siedziałam w
parku na ławce i rozmyślałam nad tym czy tak naprawdę zwierzęta wiedzą, że są
jednym z gatunków zwierząt na świecie i ich brak wywołałby katastrofę. Rozmyślałam
nad tym, aż nagle na ścieżce pojawił się dwunastoletni rudzielec, którego
często widywałam w warzywniaku koło domu, ale nigdy bliżej nie poznałam.
-Cześć! Coś się stało?- zapytał.
-My się znamy?- odpowiedziałam nie przestając rozmyślać.
-Widziałem cię w warzywniaku!- zawołał rudzielec
-Wiem- wycedziłam przez zęby, bo rudzielec zaczął mnie wkurzać.
-Coś się stało?- powtórzył rudy.
-A miało się stać?- powiedziałam z ukrywaną irytacją.
-Nie, ale siedzisz już tu trzy godziny więc pomyślałem, że…- nie
dokończył rudzielec, bo zerwałam się z ławki.
-O kurka rurka! Spóźnię się na anglika!- krzyknęłam i pobiegłam na
zajęcia. Następnego dnia, gdy przyszłam
do szkoły rudzielec czekał na mnie przy wejściu.
- Hejka! Jak tam anglik?- zapytał.
- Słuchaj no, rudy! Nie chcę się z tobą przyjaźnić. Jasne? Odczep się!-
nie wytrzymałam.
-Szkoda, bo moglibyśmy chodzić do warzywniaka i z powrotem!- tego już
było za wiele!
-Odczep się ode mnie! Mówię niejasno?! Nie lubię cię rudy!- wrzasnęłam
i poszłam do klasy.
Gdy wróciłam do domu zjadłam obiad, wyszłam do
ogródka, wdrapałam się na drzewo i chciałam dokończyć rozmyślanie, które
ostatnio przerwał m rudy, gdy nagle zobaczyłam coś dziwnego. Białe obłoki płynęły w żółwim tempie tylko
jeden kręcił się w kółko. Coś ze mną nie tak? Pytałam sama siebie. Co się ze
mną dzieje? Czy to w ogóle możliwe? Może… nagle zakręciło mi się w głowie i
spadłam z drzewa. Otworzyłam oczy.
Leżałam na łące pełnej kwiatów. Różowe obłoki płynęły wolno po błękitnym
niebie. Przede mną stał staruszek. Podpierając
się rzeźbioną laską podszedł do mnie i powiedział:
-Ja jestem Bóg!
-Umarłam?!- przeraziłam się.
-Nie. Przybyłaś tu tylko na chwilę- wytłumaczył mi Bóg.
-Ale po co?- zapytałam.
-Marcel – chłopak którego spotkałaś
w sklepie. Proszę cię o rozmowę z nim, ponieważ teraz ma pewien problem i szuka
ratunku u ciebie- odpowiedział Bóg.
- Ale czemu u mnie?! My się tak naprawdę nie znamy!- krzyknęłam.
-Zapytaj go- usłyszałam i przebudziłam się. Leżałam w szpitalu. Nade mną
stała mama, tata i…rudy!
-No cześć!- krzyknął rudy.
-Cześć! - odpowiedziałam – Mamo, tato wyjdziecie na chwilę? Chcę
pogadać z rudym.
Pomogłam Marcelowi, ale zabronił mi opowiadać o
swoim problemie, więc niestety nie mogę o tym napisać. Teraz jesteśmy przyjaciółmi
i trochę mi głupio, że krzyczałam na rudego, ale mi wybaczył!
Koncert Scorpionsów
Obiecałam, że jak wrócę z koncertu to Wam wszytko opisze. No więc:
Z Ursusa do Łodzi jedzie się długo więc żeby dotrzeć na czas wyruszyliśmy ok. 18.00. Po drodze zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej żeby napić się czegoś ciepłego i wyjąć pieniądze z bankomatu. Po drodze trochę się zgubiliśmy ale szybko opanowaliśmy sytuację. Ale przecież miałam opisywać KONCERT a nie dojazd! CIERPLIWOŚCI! Gdy dojechaliśmy już pod Atlas Arenę mieliśmy problem z parkowaniem, bo przyjechaliśmy punktualnie. Gdy szłam na koniec kilometrowej kolejki do wejścia obserwowałam na jakie kolory są ubrani ludzie którzy te chcieli posłuchać Scorpionsów. Wszyscy byli ubrani na czarno. Gdy (nareszcie) wlazłam do środka areny (choć nie trwało to długo, bo kolejka cały czas szła) zobaczyłam...dwa razy większy tłum ludzi niż był przed wejściem! Więc żeby nie zostać zmiażdżona postanowiłam iść tuż za swoim opiekunem - Maćkiem. Kolejka do toalety też była potwornie długa (przynajmniej do damskiej, bo do męskiej NIGDY nie ma kolejki). Przyznam, że się trochę bałam. "Dlaczego? Przecież to tylko koncert!" powiecie. Już mówię dlaczego: gdybyście też musieli stać w kolejce do toalety a obok stali by rockersi od głów do stóp wytatuowani, ubrani (jak wszyscy) na czarno w glanach i ze spojrzeniem mamy jak nie pościelisz rano łóżka to też byście się bali. A poza tym ja mam 11 lat (właściwie skończę we wtorek - 12 maja) a oni 20-40. Ale za mną w kolejce (do toalety) stanęła miła pani (miałam rozwiązanego buta ) i zaczęłyśmy rozmawiać:
-But ci się rozwiązał-
-Na tym to polega-
-No w sumie...-
-Buty są po to żeby się rozwiązywały i brudziły. A poza tym nie chcę TERAZ go zawiązywać-
- Masz rację!-
Weszłam na salę (razem z moim opiekunem). Zespół jeszcze nie zaczął grać. Mieliśmy miejsca stojące więc musiałam jakoś to przeboleć. Wejście Scorpionsów było zupełnie nieoczekiwane i się wystraszyłam.
Zagadka:
Ile decybeli może mieć koncert rockowy ? (odpowiedzi piszcie w komentarzach)
Grali półtorej godziny i byli niesamowici! Było wspaniale! Szkoda, że koncert trwał tak krótko!
Podczas koncertu zaobserwowałam wiele ciekawych rzeczy! I jeśli się kiedyś wybierzecie na taki koncert chcę Wam dać parę rad:
1. Nie ufaj nikomu! To, że ktoś wygląda na miłego może się okazać, że wcale taki nie jest!
2. NIE IDŹ POD SCENĘ! Nie pytaj dlaczego po prostu nie idź!
3. Z nikim nie rozmawiaj! Każdy odbiera Twoje słowa inaczej a uwierz mi rockersi nie są nastawieni przyjaźnie do życia.
4. Wyjdź gdy usłyszysz bisy!
Gdy wyszłam z koncertu prawie nic nie słyszałam nawet teraz na drugi dzień uszy mi się zatykają.
W samochodzie spałam, bo była 23.00 a do domu nie wiem o której dojechałam, bo byłam potwornie zmęczona.
Z Ursusa do Łodzi jedzie się długo więc żeby dotrzeć na czas wyruszyliśmy ok. 18.00. Po drodze zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej żeby napić się czegoś ciepłego i wyjąć pieniądze z bankomatu. Po drodze trochę się zgubiliśmy ale szybko opanowaliśmy sytuację. Ale przecież miałam opisywać KONCERT a nie dojazd! CIERPLIWOŚCI! Gdy dojechaliśmy już pod Atlas Arenę mieliśmy problem z parkowaniem, bo przyjechaliśmy punktualnie. Gdy szłam na koniec kilometrowej kolejki do wejścia obserwowałam na jakie kolory są ubrani ludzie którzy te chcieli posłuchać Scorpionsów. Wszyscy byli ubrani na czarno. Gdy (nareszcie) wlazłam do środka areny (choć nie trwało to długo, bo kolejka cały czas szła) zobaczyłam...dwa razy większy tłum ludzi niż był przed wejściem! Więc żeby nie zostać zmiażdżona postanowiłam iść tuż za swoim opiekunem - Maćkiem. Kolejka do toalety też była potwornie długa (przynajmniej do damskiej, bo do męskiej NIGDY nie ma kolejki). Przyznam, że się trochę bałam. "Dlaczego? Przecież to tylko koncert!" powiecie. Już mówię dlaczego: gdybyście też musieli stać w kolejce do toalety a obok stali by rockersi od głów do stóp wytatuowani, ubrani (jak wszyscy) na czarno w glanach i ze spojrzeniem mamy jak nie pościelisz rano łóżka to też byście się bali. A poza tym ja mam 11 lat (właściwie skończę we wtorek - 12 maja) a oni 20-40. Ale za mną w kolejce (do toalety) stanęła miła pani (miałam rozwiązanego buta ) i zaczęłyśmy rozmawiać:
-But ci się rozwiązał-
-Na tym to polega-
-No w sumie...-
-Buty są po to żeby się rozwiązywały i brudziły. A poza tym nie chcę TERAZ go zawiązywać-
- Masz rację!-
Weszłam na salę (razem z moim opiekunem). Zespół jeszcze nie zaczął grać. Mieliśmy miejsca stojące więc musiałam jakoś to przeboleć. Wejście Scorpionsów było zupełnie nieoczekiwane i się wystraszyłam.
Zagadka:
Ile decybeli może mieć koncert rockowy ? (odpowiedzi piszcie w komentarzach)
Grali półtorej godziny i byli niesamowici! Było wspaniale! Szkoda, że koncert trwał tak krótko!
Podczas koncertu zaobserwowałam wiele ciekawych rzeczy! I jeśli się kiedyś wybierzecie na taki koncert chcę Wam dać parę rad:
1. Nie ufaj nikomu! To, że ktoś wygląda na miłego może się okazać, że wcale taki nie jest!
2. NIE IDŹ POD SCENĘ! Nie pytaj dlaczego po prostu nie idź!
3. Z nikim nie rozmawiaj! Każdy odbiera Twoje słowa inaczej a uwierz mi rockersi nie są nastawieni przyjaźnie do życia.
4. Wyjdź gdy usłyszysz bisy!
Gdy wyszłam z koncertu prawie nic nie słyszałam nawet teraz na drugi dzień uszy mi się zatykają.
W samochodzie spałam, bo była 23.00 a do domu nie wiem o której dojechałam, bo byłam potwornie zmęczona.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
